Zobacz część naszych projektów
Poniżej znajdziesz wybrane realizacje Studio Mam Plan – mieszkania, domy jednorodzinne i apartamenty inwestycyjne nad morzem. Każdy z tych projektów powstał w oparciu o rzeczywisty układ przestrzeni, budżet inwestora i sposób, w jaki mieszkańcy naprawdę korzystają z wnętrza.
Projektuję głównie w Koszalinie, Kołobrzegu, Białogardzie i miejscowościach nadmorskich. Dla klientów spoza regionu prowadzę projekty online.
W jakich stylach projektuję wnętrza?
Nie mam jednego, narzuconego stylu, który powielam z projektu na projekt. Zamiast tego dobieram kierunek do budynku, światła i do tego, jak chcesz mieszkać. Poniżej style, w których pracuję najczęściej – i po których poznasz, czy mamy podobną wrażliwość.
Japandi – spokój i naturalne materiały
Łączy japoński minimalizm ze skandynawską przytulnością. Stonowana paleta, drewno w ciepłych odcieniach i konsekwentnie ukryte przechowywanie. To styl dla osób, które chcą wnętrza uporządkowanego, ale nie chłodnego.
Ma jedno wymaganie, o którym warto wiedzieć od razu: japandi żyje z pustych powierzchni. Żeby wnętrze wyglądało tak jak na zdjęciach, wszystko musi mieć swoje miejsce w zabudowie – od odkurzacza po dokumenty. W praktyce oznacza to więcej stolarki na wymiar, nie mniej. Minimalizm w wyglądzie, ale nie w budżecie.
Drugi warunek to światło. Japandi opiera się na świetle dziennym i ciepłych tonach drewna. W pomieszczeniu od północy trzeba to nadrobić dobrze rozpisanym oświetleniem – ciepłą barwą i wysokim współczynnikiem oddawania barw. Bez tego drewno traci głębię, a paleta robi się mętna zamiast spokojnej.
Wabi-sabi i organic modern – piękno w niedoskonałości
Wnętrza ciepłe, spokojne i całkowicie oparte na naturalnych materiałach. Dużo drewna w miodowych i orzechowych odcieniach, kamień o surowej krawędzi, tynki o widocznej fakturze, wapień, len, wełna i ceramika. Kolory trzymają się jednej gamy – piaskowej, beżowej, kremowej – więc oko nie ma się o co zatrzymać poza samym materiałem.
To styl, który celowo nie udaje perfekcyjnego. Sęk w drewnie, nierówność tynku, nieregularna krawędź kamienia – tu są zaletą, nie usterką. Stąd wrażenie, że wnętrze jest zamieszkane od dawna, nawet jeśli powstało w zeszłym miesiącu.
Ciepła wersja minimalizmu: mało rzeczy, ale nie ma w tym surowości. Dobrze wygląda w domach i apartamentach z dużymi przeszkleniami, gdzie naturalne światło wydobywa fakturę materiałów.
Nowoczesne wnętrza z charakterem
Czyste linie, bezuchwytowe fronty i czerń jako element rysunkowy – profile, stolarka, armatura, ramy. Do tego kamień naturalny lub spiek, duże formaty płytek i sztuka współczesna na ścianach. Zamiast wielu drobiazgów kilka mocnych obiektów.
To nie loft i nie glamour. Czerń nie służy tu dramatyzmowi, tylko porządkuje kompozycję i podkreśla podziały. Wnętrze wygląda spokojnie, ale zdecydowanie.
Przy tak oszczędnej formie największe znaczenie ma rysunek kamienia – to on staje się głównym elementem dekoracyjnym. Kierunek dla osób, które lubią porządek, ale nie chcą wnętrza bezosobowego.
Wnętrza nadmorskie i apartamenty pod wynajem
Apartament nad morzem rządzi się własnymi prawami. Materiały muszą wytrzymać wilgoć, piasek i intensywną rotację gości, a wnętrze powinno dobrze wyglądać na zdjęciach z ogłoszenia.
Projektuję je w wersji stonowanej i naturalnej – jasne drewno, len, ceramika, wyraziste faktury. Bez marynistycznych kotwic i pasków. Wnętrze ma nawiązywać do morza materiałem i światłem, a nie dekoracją.
Soft modern classic – klasyka w wersji lżejszej
Sztukateria, fazowane lustra, tapicerowane zagłówki i fronty ramkowe – ale bez ciężaru tradycyjnej klasyki. Zamiast złota i głębokiej czerni: przełamane biele, jasne drewno, matowy mosiądz i tkaniny w naturalnych odcieniach.
Wnętrze wygląda reprezentacyjnie, a jednocześnie da się w nim normalnie żyć. To wersja dla osób, które chcą elegancji, ale nie oficjalności.
Najlepiej wygląda w mieszkaniach o regularnym układzie i wysokich sufitach, gdzie sztukateria ma się gdzie rozwinąć. Zrealizowałam w tym duchu apartament Pudrowy Róż w Gdyni.
Soft glamour – blask bez przepychu
Glamour w wersji stonowanej: pikowania, połysk i lustra pojawiają się punktowo, a nie na każdej powierzchni. Paleta oparta na beżach, szarościach i przygaszonych pudrowych odcieniach, akcenty w mosiądzu lub przydymionym szkle.
Efekt buduje tu przede wszystkim oświetlenie – dekoracyjne oprawy traktuję jak element kompozycji, nie jak dodatek. Dobrze dobrana lampa robi w tym stylu więcej niż najdroższa tapeta.
Kierunek dla osób, które chcą wnętrza z charakterem, ale bez przesady. Jak to działa w mocniejszej wersji, widać w projekcie domu w Koszalinie.
Styl skandynawski – jasno i praktycznie
Jasne drewno, biel, wełna, len i przemyślana zabudowa. Skandynawski to jeden z najbardziej wybaczających stylów – dobrze znosi codzienność, łatwo go odświeżyć i nie starzeje się szybko.
Sprawdza się w mieszkaniach deweloperskich i wszędzie tam, gdzie okna są niewielkie i trzeba pracować na jasnych powierzchniach. Dobry wybór na pierwsze mieszkanie i przy ograniczonym budżecie.
Styl farmhouse – ciepło i prostota
Nowoczesny farmhouse to belki, fronty ramkowe, kamień, len i ceramika – ale bez przesady w stylizację rustykalną. Wnętrze ma wyglądać jak dom, w którym się mieszka, a nie jak scenografia.
Świetnie działa w domach jednorodzinnych i poza miastem, szczególnie tam, gdzie architektura budynku sama podpowiada ten kierunek. Naturalne materiały ładnie się starzeją, więc wnętrze z czasem zyskuje zamiast tracić.
Styl cottage – wnętrze, które się przytula
Cottage to miękkość: kwiatowe wzory w rozsądnych dawkach, malowane meble, tkaniny, ciepłe biele i przełamane pastele. Wnętrze przytulne, ale poukładane.
Wybierają go osoby, które mają dość zimnej szarości i chcą domu z charakterem. Najlepiej wygląda w starszym budownictwie i w domach o niestandardowym układzie, gdzie skosy i nierówności stają się atutem.
Nowoczesny minimalizm
Czyste linie, oszczędna paleta, zabudowa od podłogi do sufitu. Minimalizm wymaga sporo pracy projektowej, bo wszystko musi się zgadzać co do milimetra – nie ma się gdzie schować.
Każdy centymetr przechowywania trzeba zaplanować z góry, inaczej wnętrze zaczyna się zapełniać przypadkowymi rzeczami i cały efekt znika.
Nie boję się koloru
Większość projektów, które widzisz w internecie, to warianty beżu. Ja lubię kolor i nie traktuję go jako ryzyka. Oczywiście w beżach też projektuję.
Głęboka zieleń w zabudowie kuchennej, burgund w sypialni, przygaszony błękit w łazience, terakota w strefie dziennej – kolor potrafi zrobić dla wnętrza więcej niż najdroższe wykończenie. Pod warunkiem, że jest dobrany świadomie: pod światło danego pomieszczenia, pod wielkość powierzchni i pod to, czy będziesz na niego patrzeć codziennie przez najbliższych dziesięć lat.
Nie chodzi o kolor dla efektu na zdjęciu. Chodzi o to, żeby wnętrze miało charakter i żeby czuć, że jest Twoje, a nie skopiowane z katalogu.
Jeśli boisz się zaryzykować – zaczynamy od miejsc, gdzie kolor jest łatwo odwracalny.
Style można mieszać
Rzadko projektuję wnętrze w jednym, czystym stylu. Najciekawsze rezultaty powstają na styku – japandi z odrobiną wabi-sabi, klasyka z nowoczesną zabudową, farmhouse z minimalistyczną kuchnią.
Wnętrze utrzymane w jednym stylu bez odstępstw często wygląda jak aranżacja z salonu meblowego. To, co sprawia, że przestrzeń wydaje się prawdziwa, to zwykle właśnie te elementy, które nie pasują do schematu: stary mebel po babci obok nowej zabudowy, mocny obraz w spokojnym wnętrzu, jeden nieoczywisty kolor.
Ważne, żeby mieszanie było świadome, a nie przypadkowe. Musi je spinać wspólny mianownik – paleta, materiał albo powtarzający się detal. To ustalamy na etapie moodboardu, zanim powstanie pierwsza wizualizacja.
Nie wiesz, jaki styl Ci odpowiada?
To normalne i wcale nie jest przeszkodą. Większość klientów przychodzi ze stosem zapisanych zdjęć z Pinteresta, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują. Moim zadaniem jest znaleźć w nich wspólny mianownik i przełożyć go na spójny projekt.
Nie widzisz projektu podobnego do swojego?
Każde wnętrze projektuję od zera, więc portfolio pokazuje sposób pracy, a nie katalog gotowych rozwiązań. Opisz swoją inwestycję – metraż, lokalizację i etap, na którym jesteś. Odpowiem, jak wyglądałby proces w Twoim przypadku.